Write to me

I will gladly answer your questions and suggestions.

Rzeczpospolita, Polska nadzieja, polska obawa

Polska nadzieja, polska obawa

Rzeczpospolita, 2005 X 13

Konsekwencją zepsucia systemu politycznego był brak korzystnych warunków do wyłonienia się prawdziwych liderów politycznych.

W gorączce kampanii wyborczej politycy coraz głośniej mówią o konieczności odnowy systemu politycznego. Nasuwa to skojarzenie z rokiem 1980. Wtedy słowo odnowa zrobiło zawrotną karierę. Dotychczasowy system chylił się ku upadkowi. Elity były skorumpowane i skostniałe. A społeczeństwo oczekiwało prawdziwej odnowy.

Po 25 latach obserwujemy to samo...

Brak prawdziwych liderów

Głęboki kryzys systemu politycznego w Polsce rozpoczął się już na początku lat dziewięćdziesiątych wraz z nastaniem III RP. Zaniechano nie tylko procesu lustracji i dekomunizacji, ale wyrażono także milczącą zgodę na utrzymywanie wielu patologii systemu komunistycznego. Wprawdzie w sferze gospodarki dokonano fundamentalnych zmian - przejścia od centralnego planowania do nie najlepiej działającego, ale jednak wolnego rynku. Podobnie w zakresie wolności jednostki - od absurdalnych jej ograniczeń do akceptacji podstawowych swobód obywatelskich. Wszelako, jeżeli chodzi o metody sprawowania władzy, błyskawicznie ukształtowały się mechanizmy chroniące nową elitę. Skutecznie zredukowano znaczenie pojęcia demokratyzacji, które w powszechnym odczuciu można obecnie przyrównać do karuzeli stanowisk w ramach establishmentu.

Konsekwencją zepsucia systemu politycznego był brak korzystnych warunków do wyłonienia się prawdziwych liderów politycznych. Ktoś mógłby stwierdzić, że tak naprawdę było ich zbyt wielu. Nic bardziej mylnego. Należy bowiem odróżnić "liderów" partii i partyjek od liderów politycznych, czyli jednostek działających w imię wspólnych celów danej zbiorowości i potrafiących swoimi ideami mobilizować innych. Takich liderów Polsce zabrakło.

Feudalne elity polityczne

Wytworzył się model przypominający zależności feudalne. Nowi ludzie, zwłaszcza młodzi, wchodzący w struktury partyjne, musieli znaleźć sobie patrona, któremu gotowi byli obiecać bezwzględną lojalność. Nie miało to wiele wspólnego z wymianą elit. W rewanżu ów "patron" otaczał swoich "wasali" opieką, pomagając im na przykład "załatwić" posadę w administracji publicznej i radach nadzorczych. W ten sposób osoby aspirujące do statusu lidera budowały na różnych szczeblach własne zaplecze złożone z osób bezwzględnie im oddanych. Taki schemat postępowania zaczął funkcjonować na wszystkich szczeblach władzy, od struktur lokalnych po centralę. Wynikało to również z chorobliwych ambicji przywódców politycznych, którzy w imię partykularnych interesów oraz obrony pozycji nie wahali się prowadzić brudnych gier politycznych.

System feudalny nie mógł sprzyjać trwałości układów politycznych. Nie opłacało się poświęcać czasu i energii dla ugrupowania, które już za kilka miesięcy mogło zniknąć z mapy politycznej. Kruchość systemu powodowała częste zmiany szyldów partyjnych, choć w gruncie rzeczy przeciętny Kowalski widział w telewizji cały czas te same twarze. Jakże trudno mówić w tych warunkach o przejrzystości kariery politycznej - na Zachodzie budowanej latami, a w Polsce przypominającej falę wynoszącą jednostki na szczyty po to, żeby w następnej kadencji z równym impetem je z tych szczytów strącić.

Ułomnością trwającego systemu jest również niedostrzeganie problemów, którymi żyje większość społeczeństwa. Elity polityczne egzystują w swojej rzeczywistości rządzącej się własnymi prawami i standardami działania, w której korupcja i nepotyzm stają się regułą. Nic dziwnego, że Polska jest jednym z niewielu krajów na świecie o najwyższym współczynniku nieufności obywateli wobec polityków.

Szansa na zmianę?

Recepty na uzdrowienie polskiego systemu politycznego pojawiają się coraz częściej. Oczywistymi warunkami są wyeliminowanie z polityki skorumpowanych i skompromitowanych działaczy, a także następujące po tym gruntowne reformy systemu politycznego i gospodarczego.

Pomysłem godnym uwagi jest wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, ale nie można go traktować jako panaceum na wszystkie bolączki. Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych miałoby sens tylko wówczas, gdyby towarzyszyła mu gruntowna przebudowa całego systemu. Zwolennicy jednomandatowych okręgów są przekonani, że samo wprowadzenie zmian ordynacji wystarczy, by zburzyć panujący system. Nie można jednak uniknąć pytania, czy doprowadzi do powstania lepszego?

W celu naprawy systemu politycznego i jego rozwoju konieczna jest rozbudowa struktur lokalnych partii. Obecnie istnieją one w postaci szczątkowej, co wynika nie tylko z niechęci obywateli do angażowania się w działalność polityczną, ale także z braku potrzeby i zrozumienia sensu ich tworzenia przez polityków. Dla partyjnych przywódców priorytetem było i jest zbudowanie własnego zaplecza politycznego. Media elektroniczne ułatwiają "przeprawę" przez najtrudniejsze, bo wymagające pracy od podstaw, etapy działalności publicznej. Dzięki temu możliwe jest kreowanie "liderów wirtualnych", którzy nie są prawdziwymi liderami. Wystarczy, że istnieją w mediach.

Oczekiwanie przełomu

Powstawaniu struktur lokalnych powinno sprzyjać otwarcie partii politycznych na inicjatywy społeczne oraz rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Sposobem na pozyskanie potencjalnych członków partii są działania na szczeblu lokalnym, tj. tworzenie klubów, stowarzyszeń często niepolitycznych, ale stopniowo angażujących w działalność polityczną wyróżniające się jednostki. Wzajemne przenikanie się struktur społecznych i politycznych może służyć wspólnym celom. Z jednej strony, organizacja społeczna wzmacnia ugrupowanie polityczne, z drugiej zaś, działacze polityczni pozwalają realizować grupom społecznym ich własne cele.

Naprawie systemu politycznego może również pomóc stworzenie szerokiej platformy programowej poprzez zaproszenie do współpracy z partiami think-tanków, tj. niezależnych ośrodków eksperckich oraz środowisk akademickich. Bez wsparcia intelektualnego z zewnątrz ugrupowania polityczne nie zdołają stworzyć kompleksowego oraz merytorycznie spójnego programu. Konieczne jest też stworzenie zespołów eksperckich odpowiedzialnych za obsługę organizacyjną i medialną partii politycznych. Ich obecne słabości widać gołym okiem.

Następnym krokiem powinno być podjęcie ryzyka zainwestowania w nowe twarze i w nowych liderów. Ich wypromowanie jest w Polsce szczególnie trudne ze względu na chorobliwe ambicje i lęk przed konkurencją ze strony "starych" działaczy. Jednak proces stopniowego odnawiania elit jest konieczny, a osoby, które blokują nowych liderów, powinny w partiach podlegać ostracyzmowi.

Historią Polski rządzą przełomy i wszystko wskazuje na to, że jesteśmy już świadkami kolejnego. Obejmuje on sferę gospodarczą, społeczną oraz polityczną. Byłoby dobrze, gdyby miał on również charakter pokoleniowy: z racji braku naturalnych mechanizmów wymiany elit, młode pokolenie wymusza zmiany, podkreślając w ten sposób swoją podmiotowość w życiu społecznym. W istniejącym systemie mechanizm strajków, protestów, demonstracji - typowy dla ustroju socjalistycznego - nie był w stanie odegrać swej roli. Bodźcem do odnowy stała się silna presja społeczna na respektowanie podstawowych norm prawnych i etycznych, o których przedstawiciele zdegenerowanych elit dawno już zapomnieli. A poziom degeneracji jest tak ogromny, że niektórzy z nich nawet sobie tego nie uświadamiają. W rezultacie, przypuszczalnie dojdzie nie tylko do typowego przetasowania, ale do znaczących zmian panujących układów politycznych. Zwycięzcy wyborów zapowiadają zmiany, ale czy przybiorą one formę prawdziwej odnowy? Po każdym uprzednim przełomie następowała odnowa: okres wzmożonej nadziei na trwałe zmiany systemowe, które zapobiegną podobnym wynaturzeniom w przyszłości. Dotychczas kończyło się to sporym rozczarowaniem. Czy historia się powtórzy? Czy istniejące partie zrozumieją i wykorzystają nadchodzącą szansę? Jeśli nie, jeżeli nie doprowadzą do rzeczywistych zmian i gruntownych reform, to prawdopodobnie zaczną ulegać stopniowej marginalizacji, a w ich miejsce wejdą nowe ugrupowania, miejmy nadzieję potrafiące wyciągać wnioski z historii i uczyć się na cudzych błędach.

Bo jeżeli do zapowiadanej odnowy nie dojdzie, to zapewne znowu z goryczą wspomnimy jakże trafne słowa Janusza Szpotańskiego: "...O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym, gdzie - jak w złej bajce - ludźmi rządzą osły, jakież to mogą być właściwie zmiany?".

 

SERGIUSZ TRZECIAK, prawnik i politolog. Doktorant i pracownik dydaktyczny w London School of Economics,
GRZEGORZ PYTEL, logik i informatyk. Pracownik naukowo-badawczy Imperial College w Londynie

See also