Polska The Times, Ruletka Tuska

Ruletka Tuska

Polska The Times, 2009 III 18

Wcześniejsze wybory parlamentarne to świetny straszak na Pawlaka - pisze dr Sergiusz Trzeciak, konsultant polityczny

PSL przypomina pannę na wydaniu, która na początku jest bardzo miła i niewybredna w doborze partnera. Jednak jak tylko się z nim zwiąże i poczuje pewniej w swojej roli, jej oczekiwania rosną do tego stopnia, że w rezultacie prowokuje rozwód.

Premier Tusk ma tego świadomość, dlatego po kilku dniach milczenia tylko lekko zganił premiera Pawlaka komentując, że "ta sytuacja jest poza standardami, które chciałbym krzewić w życiu publicznym". Wynika z tego jasno, że premier Tusk nie chce w tym momencie ryzykować politycznego rozwodu. Czy jednak premier Tusk nie zdecyduje się na powtórkę scenariusza rozpadu koalicji SLD-PSL?

Warto przypomnieć sobie szczyt Unii Europejskiej w Kopenhadze w grudniu 2003 roku, kiedy to wicepremier Kalinowski zaszantażował premiera Leszka Millera, że jeśli ten nie wynegocjuje wyższych dopłat bezpośrednich i wyższej kwoty mlecznej, to PSL zerwie koalicję. Czy dzisiejsza reakcja premiera Tuska nie przypomina taktycznego ustępstwa premiera Millera w Kopenhadze? Wtedy Leszek Miller początkowo się ugiął, ale już na początku 2004 roku w związku z aferą winietową wypchnął PSL z koalicji. Czy Tusk powtórzy manewr Millera i poprowadzi taktyczną grę, czekając na dogodny moment, żeby pozbyć się PSL?

Przy takim scenariuszu PO może dogadać się z Lewicą albo zaryzykować wariant słabego rządu mniejszościowego, który, jak uczy doświadczenie, się nie sprawdza. Może również uciec do przodu w przedterminowe wybory. Scenariusz może ryzykowny, ale widać również plusy takiego rozwiązania dla PO.

Po pierwsze, Platformie do kolejnych wyborów w 2011 roku nie uda się zapewne utrzymać poparcia na poziomie 40-50 proc., a przez kilka najbliższych miesięcy takie poparcie może pozostać bez zmian. Tym bardziej jeśli PO wykorzysta kolejną aferę z udziałem PSL, aby pokazać, że w imię wartości musi zerwać koalicję, gdyż nie może już dłużej tolerować nepotyzmu i "nieetycznych" działań współkoalicjanta.

Po drugie, przedterminowe wybory dają szansę Platformie na samodzielne rządzenie i tym samym wzmocnienie pozycji premiera Tuska, również wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To z kolei zaowocuje zapewne zwiększeniem szans Tuska w wyborach prezydenckich w 2010 roku.

Po trzecie, PO jest finansowo najlepiej przygotowana do prowadzenia kampanii, mając największe rezerwy finansowe. Może więc doprowadzić najpierw do wyścigu na spoty z PiS. Taka zabawa przypomina trochę wyścig zbrojeń, w którym zwiększanie wydatków zmusza konkurenta do reakcji i w rezultacie doprowadza słabszą finansowo stronę do bankructwa. W jaki sposób? Jeśli, co prawdopodobne, PO udałoby się wygrać przedterminowe wybory i uchwalić ustawę ograniczającą finansowanie partii z budżetu państwa, to tym samym mogłaby doprowadzić zadłużony PiS do bankructwa.

Prawo i Sprawiedliwość, wydając dużo na wizerunkowe kampanie telewizyjne i billboardowe, finansuje kampanię wyborczą głównie z kredytów bankowych. Platforma na ograniczaniu finansowania z budżetu co prawda nominalnie straci, ale na tle konkurencji i tak skorzysta, gdyż ma najwięcej możliwości pozyskania funduszy z innych źródeł, na przykład z biznesu.

Czy scenariusz rozpadu koalicji i przedterminowych wyborów jest możliwy? Zależy to w znacznym stopniu od zdolności podejmowania ryzyka przez premiera Tuska. Czy jednak Donald Tusk ma w sobie żyłkę hazardzisty?

Trzy powyższe argumenty powinny przynajmniej skłonić PO do zastanowienia się nad scenariuszem rozpadu koalicji i ewentualnymi przedterminowymi wyborami. Platformie będzie coraz trudniej lawirować pomiędzy chęcią "robienia dobrego PR" a tłumaczeniem się za wpadki współkoalicjanta.

Strategią PSL może być właśnie testowanie wytrzymałości Platformy, a dotychczasowa reakcja Tuska może być odebrana jako wyraz słabości i ciche przyzwolenie wynikające z bezradności. Donald Tusk ma więc do wyboru: albo będzie się godził na to, że jego współkoalicjant bezkarnie "wpuszcza go na miny", albo kategorycznie przywoła go do porządku.

Takim straszakiem na PSL mogą być właśnie przedterminowe wybory, a zwłaszcza perspektywa odcięcia finansowania partii z budżetu państwa poprzez zmianę odpowiednich regulacji już po wygranych przez PO wyborach. Siła argumentów finansowych działa najskuteczniej.


Sergiusz Trzeciak jest prezesem Fundacji Edukacji Polityczno-Ekonomicznej "Politikos" i konsultantem politycznym. Autor książek o marketingu politycznym, m.in. "Strategie Kampanii Wyborczej", "Jak wygrać wybory samorządowe - poradnik dla sztabów wyborczych i kandydatów na radnych"
 

Zobacz również