| Znajdujesz się w: |

Grudniowy czyściec
Rzeczpospolita, 2005 XII 30
Niesprawiedliwe oceny historii stają się zbrodnią przeciwko pamięci ofiar i ich rodzin. Także zbiorowej pamięci nas wszystkich.
Grudzień przynosi bolesne wspomnienia. Naprzód rocznice 1981 roku - stan wojenny, Wujek, nocne internowania. I te bardziej odległe, grudzień 1970 roku na Wybrzeżu - Gdańsk, Gdynia, Szczecin. Po rocznicach grudniowych święta Bożego Narodzenia, czas radości i pojednania, i Nowy Rok, czas nadziei, że ten kolejny będzie jednak lepszy od poprzednich.
Zbieżność dat jest przypadkowa, ale jednocześnie symbolicznie wymowna. Jest w nich symbolika smutku i tragedii, jakie niosą te polskie rocznice. Jednocześnie następujące po nich radość i nadzieja, wiążące się z okresem Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Pomiędzy nimi Wigilia, kiedy siadamy razem przy stole, dzieląc się opłatkiem. Niezależnie od wyznania czy światopoglądu wigilijny opłatek stał się symbolem pojednania ponad podziałami.
Rozliczenie z przeszłością
Minęło 16 lat od przełomu 1989 roku. W powszechnej świadomości staliśmy się wtedy państwem wolnym i demokratycznym, które na swoją przeszłość może patrzeć w sposób otwarty. Upływ lat powinien pozwolić mam spojrzeć na tragiczne wydarzenia 1970 i 1981 roku z dystansem. Z powagą i czcią należną tym, którzy ucierpieli, ale narodową satysfakcją, że to właśnie im historia przyznała rację. Tak się jednak nie dzieje. W tych dniach kolejny raz odżywają emocje, które stają się elementem bieżącej polityki.
W psychice ludzkiej istnieje silna potrzeba sprawiedliwości. Oznacza to, że każda zbrodnia winna być osądzona, a jej sprawcy, jeżeli oczekują przebaczenia, powiedzą nie tylko przepraszam, ale wyrażą szczerą skruchę. Tylko ona może być warunkiem pojednania. Rozliczenie z przeszłością dotyczy nie tylko świadomości indywidualnej - dotyczy także świadomości zbiorowej. W tej dziedzinie Polska nie jest wyjątkiem. Wystarczy wspomnieć proces rozliczeń przeprowadzony w Południowej Afryce. Wystarczy dostrzec zmiany, które zachodzą obecnie w Argentynie i Chile czy obserwować rozpoczynający się proces przemian w Iraku. Społeczeństwu potrzebne jest poczucie jednoznacznego moralnego rozliczenia z przeszłością.
Mijają lata od tamtych wydarzeń, a w świadomości społecznej zaczynają zacierać się granice dobra i zła. Badania opinii publicznej wykazują, że zdaniem wielu respondentów stan wojenny uratował Polskę. W świadomości wielu Polaków stan wojenny był jak przejście przez Morze Czerwone do ziemi obiecanej - okrągłego stołu. Autorzy stanu wojennego podnoszeni są do rangi Mojżesza lub co najmniej Konrada Wallenroda. A fakt, że była prawie setka ofiar skrytobójstw? Cóż, widocznie ofiary były konieczne.
Ostatnia zbrodnia komunizmu
W świadomości społecznej tworzony jest mit, że zarówno funkcjonariusze nomenklatury, jak i działacze opozycji łączyli się w celu walki o wolną Polskę. Pierwsi działali w szeregach oficjalnych organizacji totalitarnego państwa, drudzy w opozycji. Cel był wprawdzie ten sam, ale środki służące do jego realizacji inne. I tak dochodzimy do absurdalnej tezy, że funkcjonariusze aparatu komunistycznego byli piątą kolumną opozycji. (W tym miejscu trzeba oddać hołd tym bardzo nielicznym, którzy rzeczywiście potrafili taką rolę przyjąć na siebie).
Tego rodzaju propaganda jest rozpowszechniana od 16 lat w wielu wpływowych mediach. Ważną rolę w niej odgrywa aberracja systemu sprawiedliwości. Prawie nikogo nie ukarano jako winnego zbrodni tamtych czasów. Co więcej, oficjalnie i publicznie nie napiętnowano sprawców zbrodni i nadużyć tego okresu. Żadna ówczesna organizacja nie została ogłoszona zbrodniczą. Może rzeczywiście tak było: może rzeczywiście wszyscy walczyli o wolną Polskę, chociaż być może po różnych stronach barykady, różnymi metodami. Wrażenie to potęgowane jest przez próby tworzenia wspólnego, politycznego środowiska, tak jakby stare podziały stały się już zupełnie nieistotne.
Brak osądzenia komunizmu staje się niesprawiedliwością wobec ofiar, ich rodzin i wszystkich tych, którzy w tamtym czasie doznali krzywd: obicia pałką czy utraty pracy, wyrzucenia ze szkoły lub uczelni, emigracji, internowania, więzienia, pozbawienia życia. Niesprawiedliwe oceny historii stają się zbrodnią przeciwko pamięci ofiar i ich rodzin. Także zbiorowej pamięci nas wszystkich.
Niesprawiedliwość pamięci przejawia się najlepiej w sondażach. Nie ma powszechnie społecznego potępienia architektów wydarzeń grudniowych 1970 roku czy stanu wojennego. W dużym stopniu byli to ci sami ludzie. Nie ma powszechnego, nawet moralnego, potępienia tych, którzy zarządzali Polską stanu wojennego. Co więcej, wielu z nich było do niedawna, a niektórzy nawet nadal brylują na salonach władzy. Tymczasem w życie społeczne i polityczne wkracza nowe pokolenie.
Może jednak zastanawiać to, że nowe pokolenie, dla którego wydarzenia na Wybrzeżu 1970 roku, "Solidarność" i stan wojenny to odległa historia, mimo przemożnego wpływu propagandy ostatnich 16 lat, nie jest psychicznie obciążone w swoich ocenach. Co prawda, na skutek propagandy nie ma zbyt wielu negatywnych skojarzeń związanych z datami czy nazwiskami, ale jednak przyznaje, że jeżeli dokonano zbrodni, trzeba je sprawiedliwie rozliczyć. Polityczny wymiar jest dla młodych drugorzędny, bo oprawcy nie mogą chodzić wolni. Rodziny ofiar i poszkodowanych muszą uzyskać satysfakcję. Nie chodzi przy tym o zemstę, ale o elementarne poczucie sprawiedliwości i państwa prawa.
Za tym myśleniem młodego pokolenia nie stoi chęć rewanżyzmu, politycznych rozliczeń czy oszołomstwo. A właśnie przy użyciu tych haseł niszczono przez lata tych, którzy chcieli przeprowadzić ten, wydawać by się mogło, naturalny proces. A ponieważ nie byli oni, bo nie mogli być z racji swoich życiorysów, wolni od silnych emocji, zatem zostawali oszołomami kierującymi się zoologiczną nienawiścią i żądzą politycznego odwetu.
Nowe pokolenie
Od 1989 roku budowano świadomość społeczną opartą na grubej kresce czy - jak to pierwotnie określił w swoim exposé premier Mazowiecki - grubej linii: zrzuciliśmy jarzmo komunizmu i teraz wszystko będzie dobrze. Tylko kochajmy się po mickiewiczowsku. W tym duchu zwolennicy grubej kreski atakowali zwolenników rozliczenia czy dekomunizacji jako oszołomów. A przecież gruba kreska nie jest sprzeczna z rozliczeniem. Co więcej, gruba kreska bez rozliczenia staje się wyłącznie grubą iluzją.
Trudno posądzać młode pokolenie o rewanżyzm. Wręcz przeciwnie, taki zarzut wobec nich byłby śmieszny i historycznie absurdalny. Oni chcą, aby Polska była normalnym, zamożnym krajem. Krajem prawa, w którym niezależnie od poglądów politycznych, religijnych czy ideowych zbrodnie zostaną rozliczone, ukarane, a przynajmniej społecznie napiętnowane. Nowe pokolenie dokona tego bez emocji, w duchu legalizmu: przestrzegania i poszanowania prawa. Nie należy mu tylko w tym przeszkadzać.
Kiedy to się stanie i dotrze do społecznej świadomości, wtedy każdy polski grudzień nabierze pełnej historycznej symboliki. Jeśli po tragedii zbrodni dokonane zostaną rozliczenia. Dotychczas jest w nich pustka. Dla wielu są też symbolem bezsilności, a nawet rozpaczy. Potem wigilijny opłatek i Boże Narodzenie - wybaczenie i pojednanie, czas na grubą kreskę. Nowy Rok - społecznie potrzebny optymizm. Taka jest sekwencja tego procesu - bez dwuznaczności i niedomówień. Unicestwimy też bodaj ostatnią zbrodnię totalitaryzmu: zakłamywanie historii w społecznej świadomości.
GRZEGORZ PYTEL, Logik i informatyk. Pracownik naukowy Imperial College w Londynie,
SERGIUSZ TRZECIAK, Prawnik i politolog. Doktorant w London School of Economics
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zobacz również








